My Writings. My Thoughts.
Dzień 45. – Piramidy w Teotihuacan
// Sierpień 14th, 2010 // 1 Comment » // Bez kategorii
W środę udaliśmy się z Julio i jego żoną do Mexico City, gdyż Julissa, ich córka, wracała z praktyki w Gdańsku, trzeba więc było odebrać ją z lotniska. Na przedmieściach stolicy mieszka siostra Mako (żony Julia) wraz z mężem. Po sześciu godzinach podróży zameldowaliśmy się u nich. Była godzina 12:00. Zjedliśmy szybki obiad, a następnie Julio i Humberto (który jest taksówkarzem), zabrali mnie na wycieczkę do Teotihuacan – zobaczyć słynne piramidy.
Piramidy w Teotihuacan (czyt. ‘teotiłakan’) są najwyższymi piramidami w kraju. Według legend założone przez Quinametin – rasę olbrzymów zamieszkujących Ziemię przed ludźmi, w rzeczywistości powstało w II w. p.n.e. wokół centrum religijnego ludów Mezoameryki (region ludów prekolumbijskich – od środkowego Meksyku po Przesmyk Panamski), którzy wierzyli, że w tym miejscu powstał Świat. Jego rozkwit przypada na IV – VII wiek. Szacuje się, że w tym okresie miasto posiadało około 200 000 mieszkańców i obejmowało obszar 20 km2.
Plan miasta miał układ dwuosiowy. Jedna oś (północ – południe) nosiła nazwę Alei Umarłych i została obecnie zrekonstruowana. Ma długość dwóch kilometrów. Druga oś ciągnęła się ze wschodu na zachód.
Cywilizacja Indian mieszkających w tym rejonie było bardzo rozwinięta. Pisali książki, posiadali system liczenia oparty na kropkach i kreskach, ich kapłani opracowali kalendarz, według którego dokładnie liczono upływający czas.
W VII w. Teotihuacan ucierpiał na skutek dotkliwego pożaru. Większa część miasta została zniszczona i nigdy nie odzyskało ono swojej dawnej świetności. Stopniowo podupadało aż w końcu zostało zupełnie opuszczone w X w. Kulturę ludów zamieszkujących Teotihuacan przejęli Toltekowie i Aztekowie. Ci ostatni nazywali miasto „miejscem, w którym rodzą się bogowie”. Jeszcze 1000 lat po upadku cywilizacji, która założyła ten ośrodek, Aztekowie czcili ich bogów: Tlaloka (boga deszczu) i Quetzacoalta (Pierzastego Węża).
Największymi i najstarszymi konstrukcjami ośrodka są Piramida Słońca i Piramida Księżyca. Piramida Słońca ustawiona jest po wschodniej stronie Alei Umarłych. Jej podstawa mierzy 225 x 207 metrów, wysokość 65 metrów.
Piramida Księżyca ma podstawę o wymiarach 150 x 120 metrów i wysokość 43 metrów.
Obie piramidy zbudowano z suszonych na słońcu cegieł adobe, bez wykorzystania metalowych narzędzi.
Dzień 43. – Guadalajara
// Sierpień 13th, 2010 // 7 Comments » // Bez kategorii
Dłuuugo nic się tutaj nie działo. Niestety nie tylko tutaj. Przez ostatnie kilkanaście dni siedziałem w domu pracując, żadnych interesujących eventów nie było. Na szczęście ten tydzień nadrobił zaległości.
W poniedziałek wybraliśmy się do Guadalajary. Wycieczka była służbowa, gdyż w serwerze firmy, w której pracuje Julio padł dysk, ktoś namieszał coś w RAIDzie i w konsekwencji trzeba było udać się do firmy odzyskującej dane. Najbliższa takowa mieści się właśnie w Guadalajarze. Umówieni byliśmy na 12, więc wyruszyć powinniśmy o 9. Oczywiście było opóźnienie i wystartowaliśmy o 11:30. Bywa i tak.
Zawitaliśmy na miejsce o 14:30. Guadalajara jest drugim co do wielkości miastem Meksyku. W samym mieście żyje 1,6 mln ludzi, w całej aglomeracji około 4 mln. Jest to ośrodek przemysłowy. Ogólnie miasto to skojarzyło mi się dziwnie z Dublinem…
Musieliśmy poczekać na zgranie 300GB danych, więc udaliśmy się do centrum. Spędziliśmy tam kilka godzin łażąc po ulicach, odwiedzając tzw. „market”, który okazał się mekką piratów a także zaglądając do sklepu płytowego. Wieczorem odebraliśmy dyski i po małych przygodach na autostradzie o 23 zameldowaliśmy się w domu.
Dzien 27. – miejski wypad z pannami
// Lipiec 28th, 2010 // 2 Comments » // Bez kategorii
Zasadniczo niedziela jest Dniem Wycieczek™, ale tym razem było inaczej. Późnym popołudniem przyjechały po mnie Olivia i Lexi – dwie koleżanki Julissy, by zabrać mnie na miasto. Była przejażdżka Lexi’owym Chryslerem (śmieszne te amerykańskie fury w środku – takie miękkie i „nadmuchane”
), wizyta w centrum handlowym, posiedzenie w kawiarni przy zimnych napojach i frytkach z serem a na koniec spacer przez fragmenty centrum „zaliczone” pierwszego dnia pobytu tutaj. Było fajnie i wesoło.
Dzień 20. – wycieczka do Zacatecas
// Lipiec 22nd, 2010 // 6 Comments » // Bez kategorii
W niedzielę, czyli Dzień Wycieczek™ wybraliśmy się do położonego godzinę jazdy samochodem od Aguascalientes miasta Zacatecas. Miasto to wzięło swoją nazwę od zamieszkujących te tereny Indian Zacateco. Stanowi ono dość znaczący punkt na historycznej oraz gospodarczej mapie Meksyku. Rozegrało się tu sporo istotnych wydarzeń Rewolucji Meksykańskiej, która odbyła się w latach 1910-1917. Działa tu też kilka kopalni srebra (jeden z największych ośrodków wydobycia srebra na świecie) oraz rud innych metali.
Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od wizyty na górze zwanej La Buffa (dosłownie „komiczna”), która to swoją nazwę zawdzięcza niezbyt pięknemu wyglądowi – przypomina wielki wrzód. Znajduje się na niej niewielki kościół oraz grobowiec bohaterów rewolucji. Rozciąga się z niej także całkiem niezły widok na miasto.










Poniżej trochę zbliżeń na zabudowę miejską oraz zakon św. Franciszka.



Kościół znajdujący się na Buffie:



Poniżej coś u nas niespotykanego – owocująca opuncja. Owoce po obraniu wyglądem i smakiem przypominają nieco kiwi. Mają mnóstwo pestek. Z tego względu zjedzenie ich w nadmiarze może spowodować sensacje żołądkowe.

Buffę opuściliśmy za pomocą kolejki linowej, ciągnącej się między dwoma sąsiednimi wzniesieniami. Za 30 pesos dostajemy pół godziny stania w kolejce oraz 3minutową przejażdżkę. Toż to okazja!
Po wyjściu z kolejki udaliśmy się do nieczynnej kopalni metali, obecnie przerobionej na muzeum. Nie najgorsza, ale do Wieliczki się nie umywa ![]()






Ciekawostką jest fakt, że w kopalni tej znajduje się… klub nocny! Niestety podczas naszej wizyty był zamknięty ![]()

Po wyjściu z kopalni podjechaliśmy taksówką na Buffę (szybciej i taniej niż kolejką) po samochód i zjechaliśmy do centrum miasta. Przeszliśmy się po starówce, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do domu.







Dzień 16. – San Luis Potosi
// Lipiec 19th, 2010 // 7 Comments » // Bez kategorii
Miniony tydzień ubiegł mi pod znakiem walki z biegunką, która rozpoczęta w poniedziałek, została zakończona zwycięstwem w piątek. Powrócił przez to mój wstręt do gotowanej wołowiny. Żywieniowe status-quo przywrócone – znowu mogę jeść co chcę.
W niedzielę odbyliśmy niezbyt udaną wyprawę do sąsiedniego miasta na zakupy. Dziwnym trafem wszystko było pozamykane, więc z zakupów nici.
Poniedziałek i wtorek upłynęły na zwykłej nudzie i grzebaniu przy dotychczasowym projekcie. Na szczęście w środę pojechaliśmy do położonego dwie godziny drogi od Aguascalientes miasta San Luis Potosi. Umówieni byliśmy na spotkanie z klientem od baz danych. Mieliśmy wyruszyć o 8:00, ale oczywiście był poślizg. Po wyjściu z domu spodobały mi się długie cienie rzucane przez oświetlone słońcem przedmioty, więc zrobiłem zdjęcie.
Wylądowaliśmy u klienta o 11:00. Okazało się, że baz danych oraz wszystkich plików stowarzyszonych jest ponad 12 GB, więc postanowiliśmy zgrać to wszystko przez LAN. Oczywiście Windows jak zwykle notorycznie odmawiał posłuszeństwa przy konfigurowaniu sieci. Licząc czas stracony na konfig a następnie zgrywanie danych, spędziliśmy u klienta 3,5h… Ale przynajmniej mam już bazy!
Po wyjściu od klienta podjechaliśmy do centrum miasta na małe zwiedzanie. San Luis Potosi okazało się miastem całkiem przyjemnym. Nieco większym i nowocześniejszym od Aguascalientes, ale posiadającym tez dość sympatyczną starówkę.
Poniżej plac uniwersytecki z budynkiem uczelni oraz fontanną.
Jedna z wąskich uliczek starówki – czy tylko mi przywodzi na myśl Kraków?
Główny plac miasta z budynkiem należącym do administracji miejskiej. Mieści się przy nim również budynek administracji stanowej oraz kościół.
Na sąsiednim placu (strasznie dużo ich tutaj) znaleźliśmy mnóstwo straganów, gdzie sprzedawano głównie różnego rodzaju przekąski (miasto chyba szykowało się do jakiegoś festynu), oraz kolejny kościół o bardzo ciekawej fasadzie.
Kawałek dalej natknęliśmy się na kościół św. Augustyna.
Gdzie dostrzegłem pewną „abstrakcję”… Miałem wizję na kształty i kolory. Co z niej wyszło – oceńcie sami.
Było gorąco, a my zmęczeni, zrezygnowaliśmy więc z przejażdżki turystycznym autobusem i wróciliśmy do domu. Jadąc drogą na Aguascalientes przejeżdża się przez malownicze górskie serpentyny. Przez ponad 10 km ciągną się przepiękne widoki, które starałem się sportretować, ale jednak na zdjęciach to nie to samo…
Ostatecznie wróciliśmy do domu o 19:20. Dzień należy zaliczyć do udanych.







































































